Biuletyn Private Equity
  Rynek PE/VC
  Informacje prasowe
  Książki
  Rocznik
  Raporty

Krajowy Fundusz Kapitałowy S.A. ogłosił konkurs na wsparcie dla funduszy
Do końca 2010 roku KFK planuje podpisać umowy inwestycyjne na utworzenie funduszy VC o kapitalizacji przekraczającej 1,2 mld PLN - nabór ofert w drugim Otwartym Konkursie Ofert trwa do 24 czerwca 2010 r.









Logowanie do części serwisu www dostępnej wyłacznie dla czlonków




Europa Środkowa wciąż przyciąga kapitał
Dziennik, 2008-07-08

"The Wall Street Journal Polska" rozmawia z Robertem Manzem, partnerem zarządzającym w Enterprise Investors Co.

DARIUSZ STYCZEK: Przeprowadził pan ostatnio zakup udziałów w firmie PharmaSwiss. Była to o tyle oryginalna transakcja, że dotyczyła firmy o randze międzynarodowej. Czy wyznaczy ona nowy kierunek działania dla Enterprise Investors (EI)?
ROBERT MANZ: To prawda, firma działa na 16 rynkach. Jednak jej zakup to nic nadzwyczajnego. Od dawna kupujemy spółki regionalne. Ciekawe jest jednak to, że zajmuje się ona asystowaniem firmom farmaceutycznym w takich działaniach, jak marketing, sprzedaż, załatwianie zgód i zezwoleń. Zatem rzeczami, które do tej pory pozostawały w rękach producentów leków. To jest w Polsce nowatorski profil.

Czy polskie spółki farmaceutyczne to zaakceptują?
Myślę, że tak, skoro zrobili to tacy gracze światowi, jak Bristol-Myers Squibb, Wyeth Pharmaceuticals, Beaufour Ipsen, Astellas Pharma, Eli Lilly i Ferring. PharmaSwiss będzie współpracować w Polsce z podobnymi firmami, producentami leków innowacyjnych. Nie powinno być więc problemów.
Jest pan zaangażowany w działalność El w Polsce od prawie 18 lat. W tym czasie fundusze private equity zyskały czy straciły, jeśli chodzi o możliwości inwestowania w Polsce? Obecnie możliwości inwestycyjne są lepsze niż na początku lat 90. Interesujących firm jest znacznie więcej niż 18 lat temu, kiedy El i ja osobiście startowaliśmy w Polsce.

Dlaczego?
Przede wszystkim na początku lat 90. było w Polsce bardzo dużo małych firm, tzw. start-upów. I wtedy fundusze private equity inwestowały w nie, finansując te firmy kapitałem przeznaczonym na rozwój i dalszą ekspansję. Jednak wówczas niewielu polskich przedsiębiorców rozumiało, czym jest private equity i jak działa, ale korzystało z tej propozycji, nie mając właściwie alternatywy. Sytuacja zmieniła się po 2002 r., kiedy dostępne stały się m.in. kredyty bankowe na finansowanie wykupów, co otworzyło drogę do realizacji tego typu transakcji.
Z drugiej strony jednak kilkanaście lat temu fundusze private equity miały bardziej komfortową sytuację niż obecnie. W tej chwili rynek został już wyczyszczony z dobrych firm prywatnych, sama prywatyzacja jest płytsza i na znacznie mniejszą skalę. Poza tym możliwości pozyskiwania kapitału na rozwój firm są znacznie szersze, np. z kredytów zagranicznych czy zebranego kapitału z NewConnect. Nie zgadzam się z taką opinią. Proszę zauważyć, że udział w prywatyzacji nigdy nie był kluczową formą działania dla funduszy. W ogólnej liczbie 107 spółek, w które El zainwestował, jedynie 17 pochodziło z prywatyzacji. Od samego początku większość naszych projektów dotyczyła firm prywatnych. W tej chwili operujemy wyłącznie w sektorze prywatnym. Praktycznie nie ma już klasycznych prywatyzacji, w których udział byłby atrakcyjny dla funduszy private equity. Proszę też zauważyć, że gospodarka to jest żyjący organizm. Spółki cały czas rosną. Firmy, które kiedyś nie były w polu naszego zainteresowania, teraz dojrzały, by w nim się znaleźć. To prawda, że te przedsiębiorstwa mają już dostępne nowe źródła finansowania: giełdę, banki zarówno polskie, jak i zagraniczne itd. Ale to nie znaczy, że finansowanie z private equity stało się mniej atrakcyjne. Przeciwnie, uważam, że teraz perspektywy dla działania private equity w Polsce są lepsze niż wcześniej.

Na czym opiera pan tę opinię?
Mówią o tym chociażby statystki. Pokazują one, że w Polsce i w pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej zaangażowanie private equity w gospodarce w relacji do PKB stanowi połowę tego, co na dojrzałych rynkach zachodnich. Jest tu więc olbrzymi potencjał dla rozwoju rynku private equity.

Miejsce, w jakim znalazła się polska gospodarka, jak i spółki w niej działające, w porównaniu z początkiem transformacji zmieniło priorytety funduszy private equity co do branż czy charakteru firm, w które będą one lokować pieniądze inwestorów?
My w dalszym ciągu analizujemy wszystkie sektory w Polsce i w całym regionie, chociaż tradycyjnie skupiamy się na czterech branżach: sektor konsumencki (usługi, detal), sektor przemysłowy, sektor finansowy oraz sektor technologiczny (IT i telekomunikacja). Stale też pozostajemy otwarci na inwestycje we wszystkich atrakcyjnych branżach. Przykładem niech będzie zakup pakietu wspomnianej firmy farmaceutycznej PharmaSwiss.

Ostatnia inwestycja w międzynarodową spółkę PharmaSwiss świadczy, że wzrok kierujecie poza granicę Polski? Może na Ukrainę, Rumunię, Bałkany?
Nie jest tak, że dopiero teraz wychodzimy poza granicę Polski. Nasza pierwsza inwestycja zagraniczna miała miejsce już w 1999 r. i dotyczyła Rumunii. I od tej pory cały czas poszerzamy zakres działania w sensie geograficznym. Do dziś zainwestowaliśmy niemal 300 mln euro w innych poza Polską krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Polska pozostaje jednak naszym najważniejszym rynkiem i sądzę, że tak będzie jeszcze przez najbliższych kilka lat. Jeśli chodzi o nasz ostatni fundusz o wartości 658 mln euro, był dwa razy większy niż wcześniejsze, którymi zarządzaliśmy. A jednak chcemy, by i ten w co najmniej połowie został spożytkowany w Polsce.
Jeśli chodzi o same spółki, w które inwestuje private equity, to coraz więcej z nich ma charakter międzynarodowy. A to oznacza, że fundusze PE zakotwiczone w Warszawie będą wychodzić na Wschód, Południe i na Zachód od Polski wraz z tymi spółkami. Jest to odzwierciedleniem tego, gdzie pojawiają się możliwości ekspansji dla polskich czy rumuńskich firm. Taka strategia wynika też z obecności Polski w Unii Europejskiej. Uważam, że spółki powinny wykorzystywać swoje przewagi nie tylko na polskim rynku, ale i na rynkach ościennych. Każdy kraj - Ukraina czy Rumunia - posiada inne zalety, ale i odmienny stopień ryzyka. Polska jest dla PE w tym regionie rynkiem najbardziej rozwiniętym i największym. Jeśli patrzymy na Ukrainę, to jest ona przyszłościowym rynkiem, ale nadal nie tak rozwiniętym pod względem aktywności PE jak Polska. Patrzymy na ten rynek z zainteresowaniem, ale i z większą ostrożnością niż na polski biznes prywatny, ponieważ jest to kraj o wyższym ryzyku.

Czy stopy zwrotu w takich krajach, jak Ukraina czy Rumunia, są wyższe niż obecnie w Polsce?
Niekoniecznie taka prawidłowość musi występować. Owszem, zdarza się, że na tych rynkach zarabiamy lepiej, ale nie jest to regułą. Poza tym musimy się tam liczyć z wyższym ryzykiem. Polska jest krajem bardziej rozwiniętym biznesowo, który dla inwestorów będzie generował stabilniejsze i wyższe stopy zwrotu z inwestycji. Zdecydowana większość funduszy private equity inwestuje nie w jednym kraju, ale w wielu. My też to robimy.

Czy w dalszym ciągu można w Polsce znaleźć firmy, które przynoszą pięcio- lub siedmiokrotny zwrot z kapitału?
Tak, oczywiście. W latach 90. mieliśmy więcej możliwości kupienia firm w Polsce, ale były problemy, by korzystnie wyjść z tych inwestycji. Teraz znalezienie świetnej firmyjest łatwiejsze niż przed laty. Możliwości wychodzenia z inwestycji są też znacznie większe - przez giełdę, sprzedaż inwestorowi branżowemu czy też innemu funduszowi private equity lub menedżerom.

Czy widzi pan w Polsce spółki z takich branż, jak telekomunikacja, IT czy finanse, godne zainteresowania inwestorów PE?
Oczywiście, że wciąż są takie firmy. Szczególnie jeśli chodzi o informatykę. Jest to branża, która przeżywa boom w Europie Środkowo-Wschodniej. Ponadto dostrzegam spore możliwości inwestycyjne w branży telekomunikacyjnej. Jednak z uwagi na charakter tej branży ciekawych spółekjest tu znacznie mniej niż w IT, gdzie spółki powstają jak grzyby po deszczu. Rozpatrujemy parę konkretnych projektów.

Są możliwości kupna, ale czy perspektywy wychodzenia z inwestycji w IT czy telekomunikację są ograniczone ze względu na obecną słabość giełdy?
Na giełdach obowiązują cykle koniunkturalne. Nikt nie wie, ile potrwa obecna bessa. Nie ma co ukrywać, że w tej chwili warunki dla publicznej emisji akcji są znacznie trudniejsze niż przed kilkoma miesiącami. Trzeba jednak pamiętać, że giełda to niejedyny sposób wyjścia z inwestycji. Do tej pory przez giełdę wyszliśmy z 25 inwestycji na 91 ogółem. W pozostałych przypadkach odsprzedawaliśmy nasze spółki lub posiadane pakiety inwestorom branżowym i menedżerom.

Czy oznaki recesji w USA spowodują reorientację inwestorów i większy napływ międzynarodowego kapitału do Polski i do naszego regionu?
Dla inwestorów, którzy zasilają swoimi pieniędzmi fundusze private equity, Europa Środkowa nadal jest ważna. Fundusze PE, w tym i Enterprise Investors, próbują obecnie pozyskać kolejne środki zagraniczne na inwestycje w tym regionie. I nie sądzę, by miały z tym problem. Np. w ostatnim funduszu, jaki El zebrał, 65 proc. środków pochodziło z Europy, a jedynie 35 proc. z USA.

Ostatnio obserwujemy napływ dużych światowych graczy private equity do Europy Środkowej i Polski. Jak długo to zainteresowanie regionem może potrwać?
Dopóki perspektywy dla regionu będą dobre, z kapitałem nie powinno być problemu. Rynki private equity w krajach Europy Środkowo--Wschodniej mają atrakcyjne prognozy rozwoju w długim terminie i oczekiwałbym dalszego zwiększenia zainteresowania naszą częścią świata. Należy jednocześnie pamiętać, że warunkiem sukcesu będzie znajomość i wiedza o lokalnych rynkach, którą wielu nowych w Europie Środkowej graczy będzie musiało dopiero zdobywać. 








     Copyright (c) 2004-2007 PSIK. Wszystkie prawa zastrzeżone.